» Kryzys zażegnany. Tottenham 5:1 Stoke City
-
Plotki transferowe - lato 2026
-
Ta ostatnia niedziela. Tottenham - Everton.
-
Koniec jest bliski. Chelsea - Tottenham.
- zobacz więcej wiadomości
Tottenham przełamał złą passę, w której nie potrafił wygrać w czterech kolejnych ligowych spotkaniach. Dziś, w starciu ze Stoke, Koguty zagrały tak, jak przyzwyczaiły nas do tego w ciągu ostatnich lat.
Mauricio Pochettino postanowił wrócić do gry czterema obrońcami, co spowodowane było kontuzją Toby'ego Alderweireld'a i karą nałożoną na Davinsona Sancheza za brutalne potraktowanie przeciwnika w poprzednim meczu. Jak widać przyniosło to oczekiwany efekt, bo przecież ta sama formacja była wiodącą w poprzednim sezonie, gdy piłkarze Tottenhamu wygrywali w każdym kolejnym spotkaniu.
Worek z bramkami rozwiązał się w 21. minucie. Autorem bramki został Ryan Shawcross, jednak na prowadzenie wysunęły się Koguty, po tym jak Anglik zaliczył trafienie samobójcze. Później szansę na podwyższenie mieli Christian Eriksen i Harry Kane, ale najpierw strzał z rzutu wolnego reprezentanta Danii obronił Jack Butland, a w kolejnej akcji napastnik Spurs zmarnował sytuację sam na sam.
Druga połowa to już pokaz siły. W 53. minucie podanie Dele Allego wykorzystał Son, który w pojedynku oko w oko z bramkarzem zamienił strzał po krótszym słupku na bramkę. Minutę później było już 3:0. W pole karne dośrodkował Ben Davies, gdzie najwyżej do piłki wyskoczył Harry Kane i zaliczył celne trafienie uderzeniem z głowy.
Moment rozkojarzenia po trzeciej bramce mogli wykorzystać goście. Xerdan Shaqiri otrzymał świetne podanie od kolegi i w mig akcja przeniosła się pod pole karne Tottenhamu. Szwajcar w dogodnej sytuacji uderzył w długi róg, jednak wyśmienitą interwencją popisał się wówczas kapitan Kogutów, Hugo Lloris.
W 65. minucie szanse Stoke przekreślił nie kto inny jak Harry Kane. Dośrodkowanie Eriksena wybił Thomas Edwards, jednak na tyle niefortunnie, że futbolówka trafiła wprost pod nogi snajpera Spurs, a ten technicznym strzałem po raz kolejny nie dał szans bramkarzowi przyjezdnych. Swoje trzy grosze w tym meczu dołożył jeszcze Christian Eriksen. Duńczyk w 74. minucie postawił "kropkę nad i", a na tablicy widniał rezultat 5:0.
Podopieczni Pochettino nie uchronili się przed zachowaniem czystego konta i w 80. minucie Lloris skapitulował. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najlepiej ustawił się Ryan Shawcross i strzałem z głowy zdobył jedyne, honorowe trafienie dla Stoke. Tym razem już do tej bramki co trzeba.
Piłkarze Tottenhamu znów dali swoim kibicom powody do radości. Po czterech spotkaniach, w których nie potrafili wygrać nad Wembley pojawiło się słońce. Wydaje się, że w szatni Kogutów ponownie wszystko wróciło na swoje miejsce, a Pochettino poskładał wszystko do kupy. Miejmy nadzieję, że kryzys, który nastąpił w ostatnich tygodniach jest już zażegnany, a najbliższe mecze będą nam sprawiać tyle pociechy, co dzisiejszy.
Kolejny mecz już w środę. Tym razem na Wembley przyjadą piłkarze Brighton Hove Albion.
Tottenham 5:1 Stoke City ![]()
21' Shawcross (sam), 53' Son, 54' 65' Kane, 74' Eriksen - 80' Shawcross
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Dobra cofam Real ma PSG, chociaż i tak lepiej dostać tą bandę gwiazdeczek.
Najgorsze losowanie, pierwsze miejsce dało nam naprawdę gówno. Gramy z bardzo doświadczoną drużyną która często wykorzystuje sędziów, a my wiemy co wtedy się z naszymi dzieje. Ich teren jest jednym z najtrudniejszym o ile nie najtrudniejszy obecnie (może City trudniejsze?) zaraz sobie Real z drugiego miejsca jakiś ,,słaby" klub weźmie i będzie zabawnie.
no mogło być łatwiej.