» Paul Stewart: Kibice wierzyli, że miałem wszystko
-
Plotki transferowe - lato 2026
-
Ta ostatnia niedziela. Tottenham - Everton.
-
Koniec jest bliski. Chelsea - Tottenham.
- zobacz więcej wiadomości
We fragmencie swojej nowej książki zatytułowanej „Damaged”, były piłkarz między innymi Tottenhamu Hotspur opowiada, jak przemoc, którą był dotknięty w dzieciństwie wpłynęła na ścieżkę, która wybrała go w dorosłym życiu.
Treść przetłumaczona z oryginalnego fragmentu książki:
Dla milionów fanów na całym świecie to musiało wyglądać tak, jakby niczego mi nie brakowało. Grając z takimi legendami jak Gazza, Lineker, czy Waddle zostałem powołany do reprezentacji. Strzelenie bramki w finale FA i zdobycie nagrody zawodnika meczu to rzeczy, które nazywam marzeniami. Dla mnie to był początek autodestrukcji wynikającej z mojego cierpienia w dzieciństwie. Żeby o tym zapomnieć, zacząłem pić i brać narkotyki. Liverpool postanowił wykupić mnie za 2,5 miliona funtów. Jak na 27-latka, powinni wziąć kogoś, kto jest w pełni swoich sił. Internacjonał z potwierdzonym doświadczeniem; pomocnik, który jest oddany swojej pracy i ma ciąg na bramkę. W dzisiejszych realiach cena wyniosłaby około 19 milionów funtów. Przeceniłem ich. Przeceniłem siebie.
W Tottenhamie nie można było pić na 48 godzin przed meczem. Szczerze mówiąc, nigdy nie udało mi się tego osiągnąć. Do czasu, gdy menedżer Liverpoolu Graeme Souness wyszedł z ofertą kupna mnie, której Spurs nie mogli odrzucić, narkotyki stały się dla mnie nawykiem. Nawet w weekend, w którym zgodziłem się na tę ofertę, pokusa kolejnej popijawy była zbyt duża, by się jej oprzeć. Byliśmy na przedsezonowym tournée, kiedy Terry Venables powiedział mi o zaakceptowanej przez Tottenham ofercie. Ja już wtedy wiedziałem, bo wieści wtedy szybko się roznosiły, tak samo jak teraz. Liverpool był jednym z największych klubów na świecie i przeczołgałbym się po pobitym szkle, żeby tylko dla nich zagrać. Spotkałem się z Sounessem w hotelu przy lotnisku i, dlatego że nie miałem agenta, negocjacje prowadziłem sam. Kiedy dotarłem do Heathrow, poszedłem prosto do hotelowego baru. Do czasu, w którym pojawił się Graeme, przy moim stoliku stało już 10 pustych butelek piwa Holsten Pils. Kilka miesięcy później powiedział do mnie: Masz reputację pijaka, wiesz o tym? Ja wtedy pomyślałem sobie, czy nie widział tych wszystkich butelek lagera podczas gdy dogadywaliśmy kontrakt.
W końcu zgodzili się płacić mi 10 tysięcy tygodniowo i 100 tysięcy rozłożonych w ratach na rok za samo podpisanie kontraktu. Souness był ostry w negocjacjach tak, jak ostre były jego wślizgi jeszcze w czasach swojej kariery piłkarskiej. „Koguty” zyskały wtedy na mnie 800 tysięcy, co było na tamte czasy sporą sumą. Jako że nie prosiłem o transfer, zgodzili się zapłacić mi za trwający kontrakt 220 tysięcy funtów po odjęciu podatku.
Po spotkaniu z Sounessem, zamiast wracać do swojego domu w Blackpool, pojechałem prosto na Stare Miasto, żeby uczcić transfer. Kilka drinków zmieniło się w całonocną popijawę. Piłem do białego rana, jednocześnie biorąc ekstazę i kokainę. Wychodząc z klubu pamiętam, że już świtało, ponieważ opuszczając ciemny parkiet oślepiały mnie promienie porannego słońca. Chwiejnym krokiem zmierzałem przez West End, Covent Garden, Stację Charing Cross, to było samo serce Londynu. Panowała cisza jak makiem zasiał, żadnego człowieka w polu widzenia, tylko kilka gołębi przy postoju taksówek. Nie było później jak piąta nad ranem, kiedy spotkałem włóczęgę, który zapytał: Hej, czy Ty przypadkiem nie jesteś ten Paul Stewart?
Wieści o moim transferze już się rozniosły. Pamiętam billboard w Londynie, na którym napisane było „Stewart odchodzi do Liverpoolu”. Miałem kilka sekund zawahania, ale zaraz pomyślałem, że nie ma sensu tego wypierać. Zatem tylko powiedziałem do tej reklamy: Tak, odchodzę, kolego.
Ta impreza na ulicach Londynu to zdecydowanie lepsza historia niż sam transfer. Angielski piłkarz, bohater i zdobywca pucharu FA, pod wpływem narkotyków i alkoholu, spaceruje sobie o świcie po ulicach w momencie, gdy jest już pewne że odejdzie za 2,5 miliona funtów. Ten włóczęga musiał pomyśleć: Jest tak wcześnie, a on cały czas pije. Jednakże, gdy przestał już się dziwić, nie powiedział ani słowa więcej. Ja poszedłem swoją drogą. Nadal go widzę, jak kręci głową.
Ta historia to przejaw tego, co będzie się działo w Liverpoolu. Nie mogę powiedzieć, że był to najlepszy start największego ruchu w mojej karierze. Powinienem wiedzieć lepiej, ale byłem tak trzymany w garści przez swój nałóg, że nie wyciągnąłem żadnych lekcji z tego, co mi się przytrafiło. Policja złapała mnie w klubie z kokainą, ale mnie puścili. Kolacja PFA, kiedy selekcjoner reprezentacji pomagał nam kiedy upadliśmy wychodząc z taryfy. Liczne, losowe testy na narkotyki na boisku treningowym Spurs, kiedy to akurat nie moje nazwisko było losowane do zrobienia ich.
Miałem dobrą passę, wiedziałem to. Kiedy zostałem poproszony o podróż na północ kraju w celu wykonania badań medycznych przed transferem, wszystko szło dobrze do momentu, gdy poprosili mnie o próbkę moczu. W panice o narkotyki, które znajdują się w moim organizmie, powiedziałem doktorowi Liverpoolu: Wybacz, ale nie uronię ani kropli. Po tym od razu wróciłem do domu. Zdałem sobie sprawę, że mogli mnie złapać. Mogą wykryć narkotyki. Co ja narobiłem? To był jeden z niewielu momentów zwątpienia. Czułem, jak włosy jeżą mi się na karku na samą myśl o tym, że zaraz mnie złapią. Ku mojemu zdziwieniu, doktor powiedział, że jak na razie wszystko jest w porządku i tylko poprosił mnie, żebym wpadł
za jakiś czas żeby dać mu tę próbkę. Po tym nastąpiły dwa dni ciężkiego treningu w Blackpool tylko po to, żeby wypocić z siebie możliwie jak najwięcej substancji przed tym, jak znów pojadę na Anfield.
Zrzuciłem 7 albo 8 funtów w kilka dni harując jak niewolnik i podczas długich biegów po plaży. Nawet po tych 48 godzinach byłem w obawie, że coś jeszcze we mnie zostało i to wykryją. Pozytywny test na narkotyki w futbolu oznacza dożywotny zakaz profesjonalnej gry. Kiedy wróciłem na Anfield, włożyli kilka patyczków w moją próbkę moczu. Doktor powiedział, że to testy na cukrzycę i sprawdzenie działania nerek. To wszystko.
Nie jestem fanem Sounessa przez to, jaki dla mnie był. Uważam go za arogancką,a nawet ignorancką osobę. Nigdy nie uważałem go za menedżera swoich zawodników. Nie mogę natomiast obwiniać nikogo oprócz siebie za to, jak potoczyła się moja kariera w Liverpoolu. Tego żałuję najbardziej w całej swojej karierze. Po tym, jak wcześniej widziałem wielkie zespoły Liverpoolu w przeszłości, tak teraz widzę tylko ciągłe, bezsensowne potyczki z Sounessem.
Mieliśmy coś takiego jak „dzień ważenia”. Sprawdzali nas wtedy, czy któryś z zawodników nie przejada się. Było kilka ciężkich charakterów w drużynie. Ian Rush, Steve Nicol, John Barnes. Oni nie zawsze cieszyli się z tego, że są traktowani jak uczniowie. Graeme zachowywał się, jakby tego nie zauważał. Ani on, ani żaden z zawodników nie wiedzieli o moim uzależnieniu od narkotyków. Kiedy sięgam w te czasy pamięcią, podejmowałem tyle ryzyka, nawet po tym, jak byłem na badaniach przed transferem. Nigdy nie brałem narkotyków w obecności innych ludzi, ale nie mogłem przestać, to uzależnienie było wtedy dla mnie za silne.
Dałem radę strzelić tylko jedną ligową bramkę, było to przeciwko Sheffield United w moim wyśnionym debiucie na Anfield. Ten ryk The Kop jest ze mną do dzisiaj, tak samo jak gdy stałem w tunelu, widziałem słynny napis „This is Anfield” i słyszałem hałas, który tworzyli kibice. Wtedy w oczach przeciwników widoczny jest tylko strach.
Liverpool pod koniec lat 80 był w świetnej formie dominując ligę i wygrywając The Double. Niestety, gol w debiucie był moim jedynym w następnych 24 ligowych spotkaniach. Kiedy Souness zmierzył się ze mną na w obecności wszystkich piłkarzy, wiedziałem, że było to początkiem nieszczęść. To było po roku mojej obecności w klubie i już wtedy stawało się jasne, że nie jestem w planach menedżera. Nie byłem już uwzględniany na treningach. Było kilku świetnych młodych zawodników, tak zwanych „Spice Boys”, między innymi Robbie Fowler, Don Hutchison, Steve McManaman, no i oczywiście Jamie Redknapp. Wszyscy wiedzieli, że mają oni przed sobą wielką przyszłość i to na nich skupiali się trenerzy. Ze mną było tak, że rzucali w moją stronę koszulkę i nic więcej.
Na co dzień grałem dla rezerw w Southport, gdzie tłum pięciuset kibiców śpiewał przeróżne obelgi. W przeciwieństwie do Anfield, tutaj słyszy się dosłownie każde słowo krytyki. To był najniższy punkt mojej kariery. Rozluźniałem się piciem i braniem większej ilości narkotyków. To była okrutna spirala. Rzuciłem „kokę” i ten okres był najbardziej depresyjnym czasem w moim życiu.
Na początku sezonu 1995/96, kiedy Peter Reid z Sunderlandu zaczął o mnie pytać, nie mogłem doczekać się, aż wydostanę się z Anfield. Wiedziałem, że to dla mnie ostatnia szansa. Musiałem być czysty, w formie i przestać brać narkotyki.
- Książka Paula Stewarta „Damaged”, wydana przez Trinity Mirror Sport Media, ukaże się 7 września 2017 roku i zakup będzie możliwy przez Amazon, sportmediashop.com.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy